Translate

sobota, 7 listopada 2015

jesienne praktyki...

Nagromadzenie rzeczy zbytecznych w krajobrazie o to jak kojarzy mi się teraz jesień. Wszystko jeszcze ciepłe. Można by spróbować wyizolować, wydobyć coś z otoczenia cóż kiedy wszystko tak subtelnie łączy się pajęczyną skojarzeń i nic nie jest osobne, fabuła na wyciągniecie ręki.


"Totem" Mielno 2015

Potyczki z medium, mniej i bardziej wyrafinowane strategie, a z drugiej strony zaskoczenie i... rzeczywistość. Cytat z Kalendarza Literackiego ( wersja ze zrywanymi kartkami ) Istnienie jest potworne, zrozum to. Tylko fikcje małego wycinka społecznego bytu naszego gatunku stworzyły fikcję sensu całości bytu
S.I. Witkiewicz
Zerwałem pogniotłem. Potem późnym wieczorem rozprostowałem zgnieciona kartkę i przypiąłem magnesem (upominek z Palestyny) na lodówce . Poprzednią kartkę z cytatem spaliłem i zapomniałem.

niedziela, 4 stycznia 2015

archeologia codzienna

I okazało się że zabrałem ze sobą ze starego mieszkania całą masę innych światów, kawałków starego kontynentu, pułapek które porozstawiałem, po szafach i po kartonach i w które teraz raz za razem wpadam, po to by wypaść jak zwykle z czasu. Wszystko działo się w pośpiechu, a teraz te pudełka pakowana tak chaotycznie i w pośpiechu, otwierają się znienacka i zasysają mnie do swoich ciasnych wnętrz i tkwię tam, tak przez chwilę miedzy wysuszonym jesiotrem i wygotowanym na czerwono raczkiem, z nieco zdekompletowanym zestawem odnóży, moje odnóża też mogą wydawać się dziwne choć nie są zdekompletowane, więc wpasowuje się w tą ciasną przestrzeń ażurowego pudełka na kadzidełka. Na zewnątrz zresztą wcale nie jest lepiej, wystarczy wejść na górkę za dyskontem i podążać ścieżką wzdłuż skarpy w stronę strumienia, równolegle do ulicy osłoniętej ścianą drzew i w połowie drogi nieco poniżej krawędzi skarpy, pod rozłożystą dziwnie powykręcaną sosną na gałęzi której jeszcze niedawno kiedy dzień był długi, w promieniach południa suszyły się dwie stare kołdry, wyznaczając granicę obozowiska nomadów, którzy teraz zimą wynieśli się stąd na inne pastwiska i tak czynią to od tysiącleci, bo jeśli pójdzie się dalej gdzie kończą się pojedyncze drzewa, w dole widać zarośnięty strumień jedno z dzikich dorzeczy Brdy, tam gdzie skarpa przechodzi w wydmę znajdowano krzemienne groty, kamienne noże z neolitu i butelki po Heinekenie, wszędzie te artefakty. Wszystko to nie dalej niż dziesięć minut drogi od wyjścia za płot z podwórka, więc po dziesięciu minutach pieszej wycieczki można być zasadniczo pełnym wrażeń z siatkami wypchanymi artefaktami ze znaczną przewagą szkła nad krzemieniem. Ze zbierania szkła zrezygnowałem zaraz, bo okazało się że bezustannie nękane wiatrem wydmy odsłaniają co raz to nowe pokłady zielonego w większości w oryginalnym kształcie, kamienne noże natomiast trafiają się rzadziej, więc ciągle szukam.

A teraz znowu te pudełka, z kartonu o obojętnym pH, pełne kartek o znacznej zawartości srebra bez żadnych podpisów, żadnego punktu odniesienia po za obrazem, no może czasem jakiś zalążek exif w postaci daty na odwrocie, to wszystko, ale bohaterów jeśli już są pamiętam, jeszcze. Ale wielu bohaterów tam nie znajduję, a krajobraz jest w ciągłym ruchu co potwierdzają kamienne kopce na stykach pól, które czasem spotykam gdzieś przy bocznych drogach na peryferiach peryferiów niby, ale ciągle to miasto jeden bezgraniczny ekoton na styku człowiek i natura.

Dokument, postdokument, zapis tego co znika, przykrywa rzeczywistość jaką znam. To nużące przyzwyczajenie utrwalania, którego sam nie potrafię zaniechać, jest jak de profundis dla zagubionego znaczenia. Jak będą wyglądać zwierzęta i żebracy którzy zamieszkają na wirtualnych mapach?


z serii Iliaster Nr 22 / 2012 montaż cyjanotypowy

czwartek, 6 listopada 2014

Na miejscu...

Na miesiąc przed wyprowadzką ze "starego" mieszkania zacząłem fotografować widok z okna, nie żebym wcześniej w ogóle tego nie robił, ale zacząłem się jakoś bać że mi tej przestrzeni będzie brakować. Kiedy okazało się że jest już po wszystkim a pod obutymi w ciepłe kapcie stopami zacząłem trochę czuć chłód ciągnący od ziemi, za oknem od strony ulicy dwie tuje i świerk skutecznie zasłaniają widok na ulicę po której z rzadka przejedzie jakiś samochód, od ogrodu komórka pulsująca potencjalnością zastosowań; będzie tak sobie pulsować i pulsować... podczas gdy ja otwierając furtkę i mijając po lewej zapuszczoną winorośl której zagadka jest niemal labiryntem, staję sobie pod orzechem, o którym czasem zaczynam sobie myśleć ... moje drzewo.

A wcześniej... niewiele pamiętam, w zasadzie nie lubię pamiętać bo czasem wydaje mi się ze tylko tym się zajmuję, podczas gdy teraźniejszość...

Ostatni samolot z Denver do Santa Fe był trochę pozostałością po snach o dyliżansach, taka jakaś swojskość ale inna od tej za którą próbowałem tęsknić następnego dnia. Wydawało mi się nawet że słowa będą układać się inaczej, ale nic z tego. Przyjechałem tam z powodu fotografii i co dalej? Albo gdzie dalej? Aparaty już pierwszego dnia zaczynały ciążyć, a zwiedzanie przybrało formę powolnego snucia się po mieście. Chciałoby się załapać na to wszystko co się wokół dzieje, ale egzotyka zagłusza widzenie. Zostawiłem aparaty w hotelu i ruszyłem, było gorąco ale mniej chodziło o temperaturę powietrza bardziej o krew. Pusty rynek o krok od motelu, dwa kościoły... coś nam to zaczyna przypominać. Środkiem Europy jest Żnin. Mógłby być. Pod pałacem Gubernatorów siedzieli Indianie, wyglądali jakby od wieków próbowali sprzedawać to samo. Pamiętam że postałem tam chwilę z moim pinholem, potem zacząłem naświetlać. Tłumaczyłem Im jak to działa, naświetlałem i czekałem, przyglądając się im z ciekawością. Wyjdzie nie wyjdzie, zastanawiałem się... Tymczasem minęło pół roku, z pamiętania niewiele zostało chociaż prawdą jest że trudy podróży narastały wraz ze zbliżaniem się do kraju, osiągając apogeum na lotnisku we Frankfurcie. Z jednej strony powinienem ich zrozumieć z moją obsesyjną potrzeba kontroli, ale moje obsesje nie karzą mi zaglądać obcym do butów.

Na miesiąc przed wyprowadzką ze "starego" mieszkania...

P.S.
Lokalizację tego posta pozostawiłem taką jaka była na początku kiedy zacząłem go pisać, chronologia to coś czego do końca nie rozumiem głęboko wierzę w istnienie fałd czasu.



środa, 16 kwietnia 2014

....

Odliczam dni do wyjazdu i przywołuję w pamięci cytaty. Niedługo mówią spadnie śnieg i Ameryka oczekuje mnie na każdym kroku Ale śnieg już nie spadnie, ani tu ani tym bardziej w Santa Fe, a Borgesowi mogło chodzić o tę Łacińską Amerykę. Odliczam dni do wyjazdu, cieszę się i trochę boję. Po co człowiek w ogóle się przemieszcza? Może boję się lotu? Rozglądam się i już zaczynam tęsknić za całym tym syfem wokół, może to właśnie jest patriotyzm w jakiejś szczątkowej formie?

Obserwatorzy