Translate

sobota, 22 sierpnia 2026

Obraz jako alfabet. Spotkania światłoczułe - warsztaty fotografii analogowej w Centrum Kultury Fordon

 


Warsztaty fotografii analogowej w Centrum Kultury Fordon

Dawno niczego tutaj nie publikowałem. Być może trochę przytłoczył mnie nadmiar komunikatów, obrazów, wiadomości i tych wszystkich rzeczy, które domagają się natychmiastowej uwagi. Blog, który przez lata był miejscem zapisywania myśli o fotografii, eksperymentach i obrazach, został gdzieś pomiędzy jednym komunikatem a drugim. A przecież obrazów jest dzisiaj więcej niż kiedykolwiek.

Może właśnie dlatego dobrze było wrócić do czegoś, co od lat jest dla mnie ważne – edukacji wizualnej. Cieszę się, że mogłem przeprowadzić warsztaty „Spotkania światłoczułe – cykl warsztatów fotografii analogowej”, zrealizowane dzięki wsparciu finansowemu Miasta Bydgoszczy.

Edukacja wizualna od lat jest moją nieustającą pasją. Interesuje mnie nie tylko to, jak zrobić zdjęcie, ale przede wszystkim co właściwie dzieje się pomiędzy światłem, przedmiotem, aparatem i obrazem. Ukazywanie tajemnic świata fotografii jest dla mnie wciąż fascynujące, szczególnie kiedy można cofnąć się do momentu, kiedy fotografia nie była jeszcze fotografią, a jej przyszłe możliwości wyrastały gdzieś na styku optyki, chemii i dawnych eksperymentów alchemicznych.

Dzisiaj aparat fotograficzny jest właściwie wszędzie. Towarzyszy nam telefon, kamera monitoringu, samochód, komputer. Obraz stał się rodzajem współczesnego alfabetu. Posługujemy się nim niemal automatycznie, często szybciej niż słowem. Robimy zdjęcie, wysyłamy je, przewijamy kolejne, zatrzymujemy na sekundę i za chwilę już go nie pamiętamy. A przecież alfabetu uczymy się po to, żeby umieć czytać i pisać. Z obrazem powinno być podobnie.

Żeby świadomie posługiwać się obrazem, warto wiedzieć, skąd się wziął. Jak powstawał obraz w camera obscura, dlaczego światło potrafi narysować przedmiot na powierzchni, czym różni się obraz wykonany bez aparatu od tego powstałego w aparacie, czym właściwie jest negatyw. Historia fotografii nie jest dla mnie historią muzealnych przedmiotów. To historia sposobów patrzenia i jednocześnie historia technologii, która zmieniała nasze rozumienie obrazu.

18 czerwca spotkałem się z młodszą grupą – Zuchami z Bydgoskiej Chorągwi ZHP. Pokazałem im drewnianą kamerę wielkoformatową z początku XX wieku. Aparat, który można dotknąć, obejrzeć z każdej strony i zobaczyć jego mechanikę, mówi czasem o fotografii więcej niż kilka slajdów.

Spotkanie z Zuchami – prezentacja aparatu wielkoformatowego.

Potem przyszła kolej na luksografię. Obraz można przecież zrobić bez aparatu. Wystarczy światło, materiał światłoczuły i przedmiot, który na chwilę znajdzie się pomiędzy nimi. Zrobiliśmy też coś, co szczególnie lubię – zamieniliśmy salę w kamerę otworkową. Zamiast mówić o zasadzie działania aparatu, można było wejść do jego środka i zobaczyć obraz powstający na przeciwległej ścianie.

Był też eksperyment z obrazem chwilowym. Specjalnie przygotowana płachta z pigmentem fosforescencyjnym, wzbudzona błyskiem flasha, przez krótką chwilę pokazywała „cienie postaci”, które wcześniej na niej leżały. Obraz pojawiał się i znikał. Trudno o lepszą ilustrację tego, jak bardzo fotografia związana jest z czasem – nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że zatrzymuje go na zawsze.

Demonstracja obrazu w przestrzeni zamienionej w kamerę otworkową.

20 lipca spotkałem się z drugą grupą – Harcerzami. Było podobnie, choć rozmowa mogła wejść trochę głębiej w technikę. Ponownie pojawiła się kamera wielkoformatowa, luksografia, a także kamera otworkowa. Tym razem uczestnicy samodzielnie wykonali fotografie otworkowe. To moment, który jest dla mnie w takich zajęciach najważniejszy: kiedy aparat przestaje być tajemniczym pudełkiem, a zaczyna być narzędziem, którego można użyć samemu.

Obraz chwilowy – eksperyment z pigmentem fosforescencyjnym.

17 sierpnia spotkaliśmy się ponownie, żeby pokazać efekty pracy. Nie chodziło tylko o podsumowanie warsztatów. Ważne było zobaczenie, że z prostych czynności – światła, materiału, otworu, czasu – może powstać obraz. A potem ten obraz zaczyna żyć własnym życiem.

Spotkanie z Harcerzami – prezentacja drewnianej kamery wielkoformatowej.

Myślę o tym, że edukacja fotograficzna jest dzisiaj potrzebna nie dlatego, że wszyscy powinni zostać fotografami. Wręcz przeciwnie. Jest potrzebna dlatego, że wszyscy jesteśmy użytkownikami obrazów. Wysyłamy je, odbieramy, interpretujemy, produkujemy i pozwalamy, żeby wpływały na nasze decyzje. Im więcej obrazów pojawia się wokół nas, tym ważniejsze staje się pytanie o to, jak powstają.

Rozmowa o fotografii i budowie aparatu.

Może więc poznawanie historii fotografii jest jednym ze sposobów odzyskiwania odrobiny sprawczości. Zobaczenie, że fotografia nie pojawiła się nagle w telefonie, ale jest wynikiem długiego ciągu odkryć, prób, pomyłek i zachwytów nad światłem. I że za każdym współczesnym aparatem, nawet tym najmniejszym, kryje się bardzo stara historia – historia człowieka, który próbuje zatrzymać światło.

Dziękuję uczestnikom za ciekawość i gotowość do eksperymentowania. Dziękuję również Miastu Bydgoszcz za wsparcie, dzięki któremu te spotkania mogły się odbyć. A blogowi chyba przyda się kolejny wpis. Obrazów przecież nie brakuje. Zobaczymy tylko, które z nich uda mi się zatrzymać na trochę dłużej.

Ćwiczenia podczas spotkania z Harcerzami.

Obserwatorzy