Warsztaty fotografii analogowej w Centrum Kultury
Fordon
Dawno niczego tutaj nie publikowałem. Być może trochę przytłoczył
mnie nadmiar komunikatów, obrazów, wiadomości i tych wszystkich rzeczy, które
domagają się natychmiastowej uwagi. Blog, który przez lata był miejscem
zapisywania myśli o fotografii, eksperymentach i obrazach, został gdzieś
pomiędzy jednym komunikatem a drugim. A przecież obrazów jest dzisiaj więcej
niż kiedykolwiek.
Może właśnie dlatego dobrze było wrócić do czegoś, co od lat jest
dla mnie ważne – edukacji wizualnej. Cieszę się, że mogłem przeprowadzić warsztaty „Spotkania światłoczułe – cykl warsztatów fotografii analogowej”,
zrealizowane dzięki wsparciu finansowemu Miasta Bydgoszczy.
Edukacja wizualna od lat jest moją nieustającą pasją. Interesuje
mnie nie tylko to, jak zrobić zdjęcie, ale przede wszystkim co właściwie dzieje
się pomiędzy światłem, przedmiotem, aparatem i obrazem. Ukazywanie tajemnic
świata fotografii jest dla mnie wciąż fascynujące, szczególnie kiedy można
cofnąć się do momentu, kiedy fotografia nie była jeszcze fotografią, a jej
przyszłe możliwości wyrastały gdzieś na styku optyki, chemii i dawnych
eksperymentów alchemicznych.
Dzisiaj aparat fotograficzny jest właściwie wszędzie. Towarzyszy nam
telefon, kamera monitoringu, samochód, komputer. Obraz stał się rodzajem
współczesnego alfabetu. Posługujemy się nim niemal automatycznie, często
szybciej niż słowem. Robimy zdjęcie, wysyłamy je, przewijamy kolejne,
zatrzymujemy na sekundę i za chwilę już go nie pamiętamy. A przecież alfabetu
uczymy się po to, żeby umieć czytać i pisać. Z obrazem powinno być podobnie.
Żeby świadomie posługiwać się obrazem, warto wiedzieć, skąd się
wziął. Jak powstawał obraz w camera obscura, dlaczego światło potrafi narysować
przedmiot na powierzchni, czym różni się obraz wykonany bez aparatu od tego
powstałego w aparacie, czym właściwie jest negatyw. Historia fotografii nie
jest dla mnie historią muzealnych przedmiotów. To historia sposobów patrzenia i
jednocześnie historia technologii, która zmieniała nasze rozumienie obrazu.
18 czerwca spotkałem się z młodszą grupą – Zuchami z Bydgoskiej
Chorągwi ZHP. Pokazałem im drewnianą kamerę wielkoformatową z początku XX
wieku. Aparat, który można dotknąć, obejrzeć z każdej strony i zobaczyć jego
mechanikę, mówi czasem o fotografii więcej niż kilka slajdów.
Spotkanie z Zuchami – prezentacja aparatu wielkoformatowego.
Potem przyszła kolej na luksografię. Obraz można przecież zrobić bez
aparatu. Wystarczy światło, materiał światłoczuły i przedmiot, który na chwilę
znajdzie się pomiędzy nimi. Zrobiliśmy też coś, co szczególnie lubię –
zamieniliśmy salę w kamerę otworkową. Zamiast mówić o zasadzie działania
aparatu, można było wejść do jego środka i zobaczyć obraz powstający na
przeciwległej ścianie.
Był też eksperyment z obrazem chwilowym. Specjalnie przygotowana
płachta z pigmentem fosforescencyjnym, wzbudzona błyskiem flasha, przez krótką
chwilę pokazywała „cienie postaci”, które wcześniej na niej leżały. Obraz
pojawiał się i znikał. Trudno o lepszą ilustrację tego, jak bardzo fotografia
związana jest z czasem – nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że zatrzymuje go na
zawsze.
Demonstracja obrazu w przestrzeni zamienionej w kamerę
otworkową.
20 lipca spotkałem się z drugą grupą – Harcerzami. Było podobnie,
choć rozmowa mogła wejść trochę głębiej w technikę. Ponownie pojawiła się
kamera wielkoformatowa, luksografia, a także kamera otworkowa. Tym razem
uczestnicy samodzielnie wykonali fotografie otworkowe. To moment, który jest
dla mnie w takich zajęciach najważniejszy: kiedy aparat przestaje być
tajemniczym pudełkiem, a zaczyna być narzędziem, którego można użyć samemu.
Obraz chwilowy – eksperyment z pigmentem fosforescencyjnym.
17 sierpnia spotkaliśmy się ponownie, żeby pokazać efekty pracy. Nie
chodziło tylko o podsumowanie warsztatów. Ważne było zobaczenie, że z prostych
czynności – światła, materiału, otworu, czasu – może powstać obraz. A potem ten
obraz zaczyna żyć własnym życiem.
Spotkanie z Harcerzami – prezentacja drewnianej kamery
wielkoformatowej.
Myślę o tym, że edukacja fotograficzna jest dzisiaj potrzebna nie
dlatego, że wszyscy powinni zostać fotografami. Wręcz przeciwnie. Jest
potrzebna dlatego, że wszyscy jesteśmy użytkownikami obrazów. Wysyłamy je,
odbieramy, interpretujemy, produkujemy i pozwalamy, żeby wpływały na nasze
decyzje. Im więcej obrazów pojawia się wokół nas, tym ważniejsze staje się
pytanie o to, jak powstają.
Rozmowa o fotografii i budowie aparatu.
Może więc poznawanie historii fotografii jest jednym ze sposobów
odzyskiwania odrobiny sprawczości. Zobaczenie, że fotografia nie pojawiła się
nagle w telefonie, ale jest wynikiem długiego ciągu odkryć, prób, pomyłek i
zachwytów nad światłem. I że za każdym współczesnym aparatem, nawet tym
najmniejszym, kryje się bardzo stara historia – historia człowieka, który
próbuje zatrzymać światło.
Dziękuję uczestnikom za ciekawość i gotowość do eksperymentowania.
Dziękuję również Miastu Bydgoszcz za wsparcie, dzięki któremu te spotkania
mogły się odbyć. A blogowi chyba przyda się kolejny wpis. Obrazów przecież nie
brakuje. Zobaczymy tylko, które z nich uda mi się zatrzymać na trochę dłużej.
Ćwiczenia podczas spotkania z Harcerzami.