Translate

czwartek, 30 grudnia 2010

cytat

natknąłem się znowu na cytat
śledząc swój monolog wewnętrzny
ktoś mówił
zupełnie jakbym słyszał siebie

piątek, 17 grudnia 2010

mało światła



Z serii „Pamięci Foxa Talbota” Nr 1
29.09.2010 r - widok okna w Muzeum im. L. Wyczółkowskiego w Bydgoszczy (Czerwony Spichrz)
brom, sepia
negatyw 35 x 41 cm ( oprawa w passe-partout 49 x 63 cm )
sygnowane na odwrocie ołówkiem: tytuł, data, technika, podpis.
Fotografia która nie znalazła się na aukcji VI Zpaf, "Arts and Crafts", chociaż mogła.



Zupełnie zużyła mi się rzeczywistość obrazu... Próbuję przypomnieć sobie gdzie zlokalizować historię o Chińczyku, który zniknął na ścieżce swojego rysunku, podczas gdy inni zajęci byli sobą, czy oglądaniem pracy, ale nie pamiętam. To cytat znowu...
Kilka dni temu w czasie przedświątecznych porządków, układając na półce albumy, wybiłem się z rytmu pracy otwierając album Stiegliza. "From the Window -"291" (2) 1915, jeśli wierzyć wydawcy ( Museum of Fine Arts Boston ) odbitka platynowa 8x10 cala. Dziwne że mimo mrozu za moim oknem, obraz mrozu za oknem galerii Stiegliza był jakby cieplejszy. Czas ocieplił atmosferę fotografii i ślizgając się wzrokiem po zaśnieżonych dachach Nowego Yorku, wyobraziłem sobie że mógłbym stąpać po nich boso nie odczuwając chłodu. Na poprzedniej stronie albumu, ten sam widok oznaczony numerem jeden. Niemal identyczny kadr, tym razem porą nocną. Zastanawiam się czy to jedyne fotografie z widokiem z tego okna, chciałbym żeby tak było, tylko dlaczego...
Ile czasu i energii potrzeba mi by o tej porze roku zmobilizować się do jakiejkolwiek pracy. Przed wczoraj wyniosłem do pracowni FK 5x7 cala, z tym wysłużonym Xenarem 210, którego migawka nie chce już odmierzać żadnego czasu naświetlania. Ustawiłem go pod oknem, obiektyw skierowałem na widok zaśnieżonego i zasypywanego śniegiem parku. Parku w którym kiedyś był olbrzymi cmentarz ewangelicki. Naświetliłem i wywołałem dwa negatywy. Jeden poszedł w kosmos, nieszczelna kaseta, a może kapryśny Xenar. Z drugiej wykonałem styk, nic nadzwyczajnego, a jednak nie mogłem nie wpatrywać się w rysunek gałęzi szarzejący w perspektywie powietrznej. W jakiś nieokreślony bliżej sposób przeniosłem w rzeczywistość zdjęcia Stieglica, być może fotografuję po to by przenosić się w miejsca w których nie byłem. Choć jednak byłem w NY, nie widziałem widoku z okna przy Piątej Alei, nie miałem też przy sobie starej rzymskiej monety, czy choćby główki nitu od walizki, żadnego amuletu. A jeśli magia fotografii jest tylko nużącym przyzwyczajeniem...